szkolenia HACCP, GHP, GMP, bezpieczeństwo żywności, jakość żywności

 In English: about us
Nasi partnerzy





Dalmyt - pest control, zwalczanie szkodników, kontrola szkodników



Rok wielkiej szansy

Rok 2007 był znakomitym rokiem dla branży żywnościowej, a rok 2008 będzie... jeszcze lepszy – podkreślali uczestnicy debaty branży żywnościowej. Debatę przeprowadziliśmy w siedzibie redakcj miesięcznika Bezpieczeństwo i Higiena Żywnościi.

W 2007 roku rósł eksport polskiej żywności – i to mimo embarga na nasze produkty jednego z największych ich tradycyjnych odbiorców – Rosję. Na dodatek, pod koniec 2007 roku Rosja embargo częściowo zniosła, a jego całkowite zniesienie zapowiada się na początek. Rosną ceny żywności na rynku krajowym i na rynkach zagranicznych, co z pewnością wpłynie na poprawę rentowności branży. – Przed nami rok wielkiej szansy – konkludowali uczestnicy debaty. Jednakże: człowieka najbardziej gubi pewność siebie – głosi łacińska sentencja, tłumacząc genezę powstania grzechu pychy. O tym, jak go nie popełnić, i jak wykorzystać szanse, które stoją przed nami w 2008 roku, debatowaliśmy.

Złoty środek
Jerzy Chrościkowski, Przewodniczący Komisji Rolnictwa i Ochrony i Środowiska Senatu RP
Dlaczego polski sektor żywnościowy odniósł sukces? Ponieważ potrafił zastosować nowoczesne metody, procedury, ale jednocześnie polska żywność nie straciła reputacji ekologicznej, produkowanej metodami tradycyjnymi. Czyli: produkujemy zgodnie z nowoczesnymi metodami, ale bez szaleństw, jeśli chodzi o wdrażanie nowinek, niesprawdzonych do kończ metod przemysłowych.
Taką opinię ma polska żywność w krajach, do których sprzedajemy jej najwięcej. I warto zrobić wszystko, by taką opinię utrzymać.
Mówię o tym dlatego, że w 2008 roku czeka nas kolejna fala dyskusji o stosowanie w polskiej produkcji GMO, organizmów genetycznie modyfikowanych. Do tej pory udawało nam się skutecznie chronić przed stosowaniem tych organizmów na szerszą skalę. Ze strony zwolenników – a ci są także wśród rolników – narażaliśmy się na zarzuty, że zawyża to koszty produkcji, utrudnia udział w grze rynkowej.
Jednakże to właśnie rynek pokazuje, że do eksperymentów, na przykład z GMO, należy podejść z jak największą ostrożnością. Konsumenci lubią produkty tradycyjne, trud ich wytwarzania nagradzają specjalną premią. Stosując tradycyjne metody, możemy zdobyć górne półki supermarketów, czyli miejsca, na których dzisiaj polskich produktów jest stosunkowo mało.
To, że bez gigantycznych funduszy na marketing i promocję naszych wyrobów udało nam się utrzymać reputację producentów sprawnych i nieskorych do eksperymentów w recepturach żywności to olbrzymi sukces, i nie warto go psuć pochopnymi decyzjami o wprowadzaniu nowinek. Nie ma do czego się spieszyć.
Sądzę, że w tej sprawie znaleźć możemy sojuszników i skutecznie, poprzez lobbing w Brukseli bronić się przed GMO. Tych sojuszników szukałbym w pierwszej kolejności we Francji. Nowa administracja Sarkozego myśli o GMO podobnie.

Fundamenty sukcesu
Tadeusz Jakubowski, prezes Izby Lekarsko-Weterynaryjnej
Chciałbym zwrócić uwagę na fundamenty sukcesu, czyli państwową, urzędową kontrolę żywności. O jej działaniach mówię z tej właśnie perspektywy, bo to właśnie zagraniczna ocena jej sprawności decyduje o tym, czy polska żywność uznawana będzie za bezpieczną.
Nasza urzędowa kontrola żywności nawet w czasach PRL miała bardzo dobrą opinię. Po przemianach 1989 roku, a szczególnie w okresie akcesji do Unii Europejskiej tę opinię udało nam się ugruntować.
Obawiam się, że właśnie w tej chwili dobrze dotychczas funkcjonujący mechanizm zaczyna się psuć na naszych oczach. Udowodniła to grudniowa akcja zwalczania ognisk ptasiej grypy w Polsce. Odpowiednie służby zachowały się odpowiedzialnie i adekwatnie do sytuacji. Ale już w trakcie działań pojawiły się zasadnicze wątpliwości, kto ma za przeprowadzenie tej akcji zapłacić, czy znajdą się pieniądze, i kto powinien je wyłożyć.
Zresztą: podobne wątpliwości pojawiają się zawsze, gdy chodzi o poważniejsze przedsięwzięcia weterynaryjne. Budżet na nie został podzielony na 16 wojewodów. Tymczasem nasza struktura powinna zostać spionizowana, a budżet zcentralizowany. To znacznie poprawiłoby funkcjonowanie urzędowej kontroli żywności, wpłynęłoby na zwiększenie oszczędności.
Podobnie: w końcu powinniśmy przestać mówić o scaleniu kilku działających niezależnie od siebie inspekcji nadzorujących bezpieczeństwo żywności. Przestać mówić, zacząć działać w tym kierunku. To znacznie poprawi naszą sprawność, i przyczyni się do oszczędności.

Szkiełko i oko
prof. Bolesław Wojtoń, Państwowy Instytut Weterynaryjny

Zwrócić chciałbym uwagę na jeszcze jedną podstawę naszego sukcesu, to jest bazę laboratoryjną i ekspercką naszej branży żywnościowej. Pod tym względem na przystąpieniu do Unii Europejskiej zrobiliśmy doskonały interes. W ostatnich latach powstawały nowe laboratoria. I one, i te funkcjonujące wcześniej zostały wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt, na miarę naszego wieku. Wszystko to jedynie w 10-15 proc. za polskie środki. Resztę dołożyła Unia Europejska.
Tymczasem taka baza laboratoryjna i naukowa to w realiach międzynarodowego obrotu żywnością prawdziwy skarb. Po pierwsze, pozwala nam skutecznie bronić się przed napływem produktów obniżonej jakości zza granicy. Po drugie – zadbać o poziom własnych produktów. Po trzecie – przygotować odpowiednie argumenty na wypadek kryzysów handlowych, takich jak np. z Rosją. Po czwarte i najważniejsze – chcąc nie chcąc sprawdzenie żywności w laboratorium o odpowiednim poziomie, z odpowiednimi i honorowanymi na całym świecie referencjami działa jak dobre logo marketingowe, otwiera przed naszymi towarami drzwi światowych hurtowni.
Doskonały interes, jaki w tej sprawie zrobiliśmy podczas akcesji do Unii Europejskiej wymaga dzisiaj starań, by dobrego efektu nie popsuć. Koszt utrzymania naszej nowoczesnej bazy, utrzymania jej w stanie gotowości i sprawności jest relatywnie wysoki. Znacznie wyższy, niż siermiężnej, starej bazy. Ten koszt musimy ponieść. Byłby mniejszy, gdyby dokończyć reformę naszej urzędowej kontroli żywności i scalić liczne i niezależne dziś od siebie inspekcje.

Bitwa o kadry
Stefan Kwiecień, Klub Polskiego Producenta Napojów

Skoro był sukces, teraz przed nami prawdziwa bitwa o twórców tego sukcesu, kadry. Nasza branża, tak jak wszystkie inne w Polsce, stoi przed problemem utrzymania całych grup fachowców, którzy udowodnili, że potrafią być skuteczni i odnosić sukcesy. I nie chodzi tu tylko o najwyższe kadry menedżerskie, ale też i te średnie, nawet niskie. W Europie na polskich menedżerów, kierowników produkcji, rzeźników, masarzy, ba nawet zbieraczy truskawek czekają dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Jeżeli zdecydują się oni na emigrację i podwojenie, czy potrojenie zarobków o dalszych sukcesach polskiej branży żywnościowej nie będzie mowy. Bo nie będzie miał kto tego sukcesu wypracować.
Tu jednak trzeba zrobić ważne zastrzeżenie. Mamy poważną szansę tę bitwę o kadry wygrać bez wyrównywania zarobków do poziomu obowiązującego na Zachodzie Europy. Koszty życia w Polsce ciągle są niższe, a ci spośród fachowców, którzy byli najbardziej zainteresowani emigracją już wyjechali.
W 2008 roku czeka nas też kolejne poważne zadanie: przeorganizowanie produkcji, marketingu i lobbingu polskiej branży żywnościowej.
Tu także nie trzeba wymyślać nowych formuł, a konsekwentnie wcielać w życie gotowe pomysły. Sukces generuje dodatkowe środki, które posłużyć powinny na organizowanie grup producenckich, na tworzenie i wcielanie w życie strategii marketingowych, kampanii promocyjnych. Wzmocnieniu powinna ulec także nasza „dyplomacja rolna”, czyli grupa broniąca naszych interesów nie tylko w Brukseli, lecz także innych europejskich i światowych stolicach.

Rynek i strategia
Andrzej Gantner, Polska Federacja Producentów Żywności

Sytuację panującą w branży żywnościowej rzeczywiście najlepiej reguluje rynek. Jednakże obowiązkiem każdego podmiotu rynkowego i każdej grupy podmiotów uświadamiającej sobie wspólny interes, jest posiadanie strategii zachowań rynkowych, przewidywanie trendów na nim obowiązujących, uprzedzanie kryzysów. Tej strategii, wizji dotychczas nam najbardziej brakowało. Za największy sukces roku 2007 uznałbym to, że także na tym polu szybko zaczęliśmy nadrabiać zaległości. Doceniliśmy problem, zaczęliśmy uczyć się i skutecznie stosować nabytą wiedzę w praktyce.
Świadczy o tym choćby udział naszych ekspertów w wypracowywaniu nowych standardów prawnych. Świadczy o tym tempo, w jakim wprowadzamy w życie najnowsze rozwiązania prawne, technologiczne, marketingowe. Stosunkowo szybko, w tempie światowym, wprowadzamy program dobrowolnego znakowania żywności GDA, szybko wprowadzamy europejskie prawo o ochronie konsumentów przed nieuczciwymi praktykami handlowymi.
W dyskusji o niedostatku promocji polskiej żywności zwróciłbym uwagę na niedoceniany aspekt. Otóż polską żywność promować można na dwa sposoby. Po pierwsze, tak, jak chce tego część producentów przez promocje swego rodzaju loga „polska żywność”. Można jednak do promocji naszej żywności wykorzystać mechanizmy już funkcjonujące w ramach globalnych czy międzynarodowych koncernów zajmujących się przetwarzaniem i obrotem żywnością. I w posługiwaniu się tym drugim narzędziem mamy olbrzymie sukcesy. Nie tylko w Brukseli reprezentacja naszej branży ma coraz większe znaczenie i coraz skuteczniej broni naszych interesów. Podobny proces zachodzi w wielu międzynarodowych koncernach, w których polskie filie i zakłady liczą się pomiędzy innymi narodowymi oddziałami coraz mocniej, jako sprawne, dysponujące bardzo dobrym produktem. I to także dobry prognostyk na nowy, 2008 rok.

Skracać dystans
prof. Mieczysław Obiedziński, SGGW

Rok 2007 udowodnił nam, że jako polska branża jesteśmy zdolni do rzeczy niezwykłych i pozytywnych, mamy natomiast poważny kłopot w uczynieniu najprostszych pozytywnych kroków. Siedemnasty rok dyskutujemy o konieczności połączenia kilku niezależnych inspekcji w jeden sprawny urząd nadzorujący bezpieczeństwo żywności. Rezultaty tej debaty jednoznacznie wskazują na konieczność powołania takiego. Tyle, że za tą prostą konstatacja nie idą żadne czyny. Nie wiem czy coś z tą sprawą uda się zrobić w 2008 roku, ale dotychczasowe doświadczenia każą mi być sceptycznym.
W 2008 roku natomiast bardzo ważnym wydarzeniem będzie wejście w życiu systemu cross-complaint. Uzupełni to obowiązujący już – niestety często tylko w teorii – system gwarantujący identyfikalność półproduktów i produktów żywnościowych.
Zwrócę uwagę na jeszcze jedną ważną sprawę, która przynieść może wiele strat polskiej żywności, o ile nie zostanie pilnie załatwiona. Chodzi o dobrostan zwierząt. Nasi partnerzy z zachodniej części Unii Europejskiej przykładaja do dobrostanu coraz większe znaczenie, pod presja organizacji ekologicznych i konsumentów. Jeżeli my nie poprawimy tego dobrostanu – czekają nas wpadki. Bolesne i znajdujące negatywne odbicie nie tylko dla wizerunku branży w Polsce, ale w naszej sprzedaży i ogólnym wyniku handlowym. Skoro dobrostan zwierząt leży na sercu najważniejszym naszym klientom i odbiorcom, musi leżeć i nam.

Siła specjalizacji
prof. Stanisław Berger, SGGW

Jest dobra recepta na powodzenie w biznesie żywnościowym, trzeba jedynie odważnych decyzji menedżerskich. Być może właśnie polskie firmy, które są jeszcze w pewien sposób są „na dorobku” na takie decyzje właśnie stać.
Po latach obowiązującego w produkcji żywnościowej trendu do unifikacji – dziś obowiązuje odwrotny. Widać to choćby na przykładzie największej firmy spożywczej świata – Coca-Coli. Przez lata starała się ona przekonać swoich klientów, ze potrzebują jednego smaku, napoju własnej receptury. Po dziesięcioleciach zdywersyfikowała swoja ofertę, wprowadzając coraz to nowe smaki.
Trend do dywersyfikacji utrzymuje się i obejmuje już całe grupy towarowe. Po tym jak powstawał cały ogromny rynek produktów przeznaczonych wyłącznie dla niemowlaków, powstają kolejne. Dla dzieci starszych, dla młodzieży, a ostatnio coraz mocniej: dla alergików i osób w podeszłym wieku. Rzeczywiście: alergików stale przybywa. Dla wielu z nich znalezienie produktów, na które nie są uczuleni (np. glutenu) to bardzo poważny problem. Opanowanie segmentu żywności przeznaczonej dla nich – to będzie poważny sukces, szansa na zdobycie renomy.
Podobnie z żywnością dla osób w wieku podeszłym Tak jak dzieci – ta grupa wiekowa ma swoje specyficzne potrzeby dietetyczne. Zidentyfikowane przez naukę. Starczy je wdrożyć w życie, by mieć olbrzymie szanse na sukces.
Także handlowy, bo w obu wypadkach mamy szanse uplasować na rynku asortyment specjalistyczny, z natury rzeczy promowany wyższymi cenami.

Nasze wydawnictwa
"Bezpieczeństwo i Higiena Żywności"
2006-2007 © Biuro Promocji Jakości
szkolenia HACCP, GHP, GMP, bezpieczeństwo żywności, jakość żywności
Projekt & cms: www.zstudio.pl