szkolenia HACCP, GHP, GMP, bezpieczeństwo żywności, jakość żywności

 In English: about us
Nasi partnerzy





Dalmyt - pest control, zwalczanie szkodników, kontrola szkodników



Zagrożenie dla zdrowia publicznego

Prawo żywnościowe i zalecenia dietetyczne

Hipercholesterolowa teoria miażdżycy wylansowana została w latach 60. ub. stulecia na zamówienie producentów olejów i margaryn, w celu zdyskredytowania tłuszczów zwierzęcych.  Mimo, iż nigdy nie było wiarygodnych dowodów na to, że tłuszcze zwierzęce oraz wysoki poziom cholesterolu są szkodliwe dla zdrowia, hipercholesterolową teorię  przedstawiano jako udowodnioną teorię naukową, również w podręcznikach dla lekarzy. Wszelkie kontrowersje, dotyczące wpływu tłuszczów na zdrowie, rozstrzygnięte zostały przez lobbystów, z pominięciem rzetelnych opinii naukowych.

Skutkiem ograniczenia spożycia rzekomo aterogennych tłuszczów zwierzęcych i zastąpienia ich pozornie zdrowymi margarynami i olejami był ponad 2-krotny wzrost zachorowalności na nowotwory w ciągu 20 lat trwania tego „eksperymentu żywieniowego”. W połowie lat 80. ub. stulecia w kilku pracach naukowych przedstawiono dowody na to, że żaden składnik diety nie jest równie szkodliwy dla zdrowia jak sztuczne izomery trans, obecne w margarynach, tłuszczach smażalniczych i cukierniczych. Z badań doświadczalnych i klinicznych wynika, że sztuczne izomery trans są przyczyną wszystkich dietozależnych schorzeń metabolicznych: miażdżycy, otyłości i cukrzycy typu 2, nowotworów. Rzekomo antymiażdżycowe margaryny „zaledwie” 10-krotnie zwiększają ryzyko chorób serca w porównaniu do równoważnego spożycia nasyconych KT (raport Duńskiej Rady Żywieniowej z 1994 roku). Szczególnie niekorzystny wpływ wywierają na rozwój płodu i organizm małych dzieci. Wyniki badań klinicznych potwierdzono w licznych opracowaniach epidemiologicznych (projekty: Issac, Euramic, NursesHealtStudy).

Wówczas, gdy naukowe dowody na szkodliwe działanie margaryn i olejów roślinnych okazały się niepodważalne, zmieniono zalecenia dietetyczne. Na przełomie lat 80. i 90. ub. stulecia wylansowano wysokowęglowodanową, niskotłuszczową dietę light. Nie uwzględniając zapotrzebowania organizmu człowieka na poszczególne składniki diety (białko, tłuszcz, węglowodany, cukry proste, witaminy, związki mineralne) przyjęto założenie, że spożycie tłuszczów należy ograniczyć, albowiem odchudzaniu i zdrowiu  sprzyja (rzekomo) dieta owocowo-warzywna, niskotłuszczowa. Oczywiście (raczej nieprzypadkowo) nie uwzględniono faktu, że białko i tłuszcze są sycące, natomiast cukry zwiększają apetyt, co w krótkim czasie prowadzi do otyłości i cukrzycy typu 2.

Zgodnie z aktualnymi zaleceniami żywieniowymi 60-65% energii w diecie powinno pochodzić z węglowodanów. To znaczy, że powinniśmy jeść więcej warzyw, owoców, produktów zbożowych z pełnego przemiału, które są źródłem tych węglowodanów. Z zaleceń żywieniowych wcale nie wynika, że poszczególne produkty spożywcze mają zawierać aż 65% węglowodanów. Mimo to, producenci żywności, wskutek nadinterpretacji zaleceń dietetycznych, oferują produkty o wysokiej zawartości węglowodanów (wiążących wodę) i niskiej wartości odżywczej. W konsekwencji powszechnego stosowania hydrokoloidów  zawartość białka, który jest najdroższym składnikiem żywności, w różnych produktach spożywczych znacznie zmalała. Dla przykładu: w wędlinach  zawartość białka  jest ok. 2-krotnie mniejsza niż w mięsie „nieulepszonym”, z czego ok. 25% stanowi niepełnowartościowe białko sojowe. Parówki i wyroby garmażeryjne produkowane z soi z dodatkiem skórek wieprzowych, podobnie jak prawie bezbiałkowe lody i desery wcale nie należą do rzadkości. W tradycyjnych homogenizowanych serkach twarogowych zawartość białka wynosi 12-14%, natomiast w innowacyjnych 6-8%. Stosowane powszechnie dodatki funkcjonalne do żywności zapewniają wysoką stabilność przechowalniczą, doskonały smak i zapach przy radykalnie zmniejszonej wartości odżywczej. W konsekwencji w diecie statystycznego Polaka białko dostarcza zaledwie 12% energii, co nie pozostaje bez wpływu na kondycję zdrowotną społeczeństwa.

Konsekwencje teorii miażdżycy

Wskutek agresywnej reklamy rzekomo zdrowych tłuszczów roślinnych, tłuszcze zwierzęce  powszechnie kojarzone są z miażdżycą. Jednak mimo ograniczenia ich spożycia oraz znacznego (6 - 10-krotnego) wzrostu spożycia  olejów roślinnych i margaryn od lat 60. ub. stulecia  zachorowalność na miażdżycę nie zmalała, wzrosła natomiast (ok. 5-krotnie) zachorowalność na nowotwory, choroby autoimmunologiczne, schorzenia neurologiczne i neurodegeneracyjne.

W zaleceniach dietetycznych, w całkowicie bezkrytyczny sposób przyjęto założenie, że wszystkie tłuszcze roślinne, również margaryny, są zdrowe. Nie uwzględniono faktu, że  przy wysokim spożyciu olejów roślinnych nawet kilkunastokrotnie wzrasta zapotrzebowanie na antyoksydanty. Nie uwzględniono  wyjątkowej podatności nienasyconych KT oraz fitosteroli na utlenianie (zwłaszcza podczas obróbki termicznej). Oczywiście nie uwzględniono także zagrożeń zdrowotnych wynikających z obecności kancerogennych wtórnych produktów oksydacji. Co najmniej zastanawiającym jest fakt, dlaczego nie uwzględniono ani rzeczywistego zapotrzebowania na WNKT  ani optymalnych proporcji WNKT n-6 do WNKT n-3?

Mimo iż rzeczywiste zapotrzebowanie człowieka na niezbędne nienasycone KT  jest niewielkie (ok. 5,5g dziennie), w zaleceniach dietetycznych za optymalne uważa się spożycie tłuszczów w ilości 30% wartości energetycznej diety przy równoważnym (po 10%) spożyciu KT nasyconych, jedno- i wielonienasyconych. A zatem, zaleca się spożycie WNKT w ilości 4-krotnie większej od faktycznego zapotrzebowania (2000kcal x 30% =ok. 600kcal: 9kcal=66g tłuszczu, 1/3 z 66g= 22g WNKT dziennie). Wysokie spożycie nienasyconych KT wymaga dodatkowej osłony antyoksydacyjnej, której tłuszcze roślinne nie zapewniają.

Hipercholesterolowa teoria miażdżycy miała służyć poprawie zdrowia publicznego. Niestety nie tylko nie zapobiegła miażdżycy i jej klinicznym powikłaniom (zawał serca, udar mózgu), ale spowodowała lawinowy wzrost zachorowalności na:  otyłość, cukrzycę, nowotwory oraz schorzenia neurologiczne i neurodegeneracyjne. Przyczyną chorób dietozależnych jest kilkukrotny spadek spożycia antyoksydantów lipofilnych, których źródłem są tłuszcze zwierzęce oraz rybne.

Tłuszcze wpływają na funkcjonowanie podstawowych struktur każdej komórki, tj. błon komórkowych oraz najważniejszego organu, jakim jest mózg i system nerwowy, a także układu sercowo-naczyniowego i odpornościowego. Od tego jakie tłuszcze dominują w diecie zależy równowaga (tzw. homeostaza) pro- i antyoksydacyjna organizmu. Tłuszcze zwierzęce i rybne, jako źródło witamin i innych związków o działaniu antyoksydacyjnym, wzmacniają antyoksydacyjną ochronę organizmu. Natomiast oleje roślinne prowadzą do zaburzeń homeostazy na korzyść procesów prooksydacyjnych, które leżą u podstaw miażdżycy, nowotworów, schorzeń neurologicznych.

Tłuszcze zwierzęce, w odróżnieniu od roślinnych, są źródłem witamin (A, D, E, K) oraz innych antyoksydantów, jak: β-karoten, fosfolipidy, koenzym Q10, skoniugowany kwas linolowy (CLA) oraz lipidy eterowe, które wspomagają systemy obronne organizmu. Tym samym działają przeciwzapalnie, a w konsekwencji zapobiegają chorobom dietozależnym oraz schorzeniom o podłożu autoimmunologicznym.

W związku z powyższym zasadne jest pytanie: co wspólnego z profilaktyką zdrowotną ma, zalecane przez dietetyków i lekarzy, ograniczone spożycie tłuszczów zwierzęcych, przy bardzo wysokim spożyciu olejów roślinnych i margaryn?

Konsekwencje stosowania diety light

Nadmiar energii w diecie oraz niska aktywność fizyczna to uznane czynniki ryzyka otyłości. Jednak epidemia otyłości i cukrzycy zaistniała w relatywnie krótkim czasie, a jej rzeczywistą przyczyną  jest  radykalna zmiana diety: zastąpienie tradycyjnych domowych posiłków żywnością tzw. wygodną, zawierającą duże ilości wysokoglikemicznej skrobi, syrop glukozowo-fruktozowy oraz sztuczne izomery trans.

W produktach typu light zamiast cukru (sacharozy) stosowany jest syrop glukozowo-fruktozowy. Konsumpcja wysoko przetworzonych cukrów prostych powoduje gwałtowny wzrost poziomu insuliny we krwi. Skutkuje to szybkim spadkiem poziomu cukru oraz poczuciem głodu i definiowane jest jako reaktywna hipoglikemia, prowadząca do insulinooporności. Gwałtownym zmianom poziomu glukozy i insuliny we krwi zapobiegać miała fruktoza, która charakteryzuje się niskim indeksem glikemicznym. Jednak spożywana w nadmiarze fruktoza stanowi jeszcze większe zagrożenie zdrowotne. Jest bowiem metabolizowana bardzo szybko, poza hormonalną kontrolą organizmu (omija pewne szlaki metaboliczne). Fruktoza w całości  przekształcana  jest w trójglicerydy, z których powstaje tkanka tłuszczowa. Poza tym, hamuje wytwarzanie energii w postaci ATP w organizmie. Obecny w większości produktów spożywczych syrop glukozowo-fruktozowy stanowi metaboliczną pułapkę i sprzyja tyciu bardziej niż jakiekolwiek inne składniki diety.

Zapotrzebowanie osoby dorosłej na cukry proste wynosi ok. 40g (10 łyżeczek cukru) dziennie. Mimo to  zaleca się spożycie nie większe niż 90g dziennie. Źródłem cukrów są także produkty skrobiowe, m.in. pieczywo, ziemniaki, ryż, makaron, kasza, pizza. Bardzo często całodobowe zapotrzebowanie na cukier pokrywa 1 porcja napoju soft drink. W żywności tzw. wygodnej (preparaty do żywienia niemowląt, serki, lody, desery, słodycze) zawartość węglowodanów jest z reguły kilkukrotnie większa od sumarycznej zawartości białka i tłuszczu. W konsekwencji spożywamy ok. 10-krotnie więcej cukrów niż nasi przodkowie na przełomie wieku XIX i XX. Ponadto,  w żywności wygodnej stosowane są najtańsze margaryny o wysokiej zawartości sztucznych izomerów trans

Sztuczne izomery trans, obecne w margarynach oraz żywności wygodnej zwiększają prawdopodobieństwo cukrzycy typu 2. Wbudowując się w strukturę  fosfolipidów błon komórkowych, powodują  zmniejszenie ich płynności i  elastyczności. Skutkuje to zmianami w funkcjonowaniu białek (kanałów jonowych, receptorów, transporterów), a tym samym zaburzeniami metabolizmu. Poprzez wpływ na metabolizm adipocytów (komórek tłuszczowych) sztuczne izomery trans powodują wzrost masy ciała, zdecydowanie większy niż  w przypadku spożywania nasyconych kwasów tłuszczowych. Przyczyną tego jest osłabianie przez izomery trans wrażliwości komórek na insulinę. W trwających 14 lat badaniach NursesHealtStudy wykazano, że u osób spożywających kwasy tłuszczowe trans w ilości dostarczającej zaledwie 2% energii ryzyko zachorowania na otyłość i cukrzycę typu 2 wzrasta  o 40%.

Paradoksalnie, stosowanie diety light skutkuje epidemią otyłości i cukrzycy. Obniżanie ilości kalorii pochodzących z tłuszczu oraz uzupełnianie energii węglowodanami nie zmniejsza ryzyka miażdżycy. Cukry nie mogą zastąpić biologicznych funkcji lipidów. Skutkiem diety wysokowęglowodanowej jest wprawdzie niewielki spadek cholesterolu całkowitego i frakcji LDL, ale jednocześnie spadek HDL i znaczny wzrost VLDL cholesterolu i trójglicerydów, a także wskaźników krzepliwości krwi. Z trójglicerydów powstaje tkanka tłuszczowa, a hipertrójglicerydemia jest najczęściej występującym czynnikiem ryzyka miażdżycy. Ponadto dieta wysokowęglowodanowa, wskutek niedoboru witamin B12, B6 i kwasu foliowego, prowadzi do hiperhomocysteinemii , która jest najczęstszą przyczyną udarów mózgu oraz schorzeń neurologicznych.

Jedyną „zaletą” niskotłuszczowej diety light jest reaktywna hipoglikemia, która prowadzi do niekontrolowanych ataków głodu. Białka i tłuszcze trawione są powoli, nie powodują gwałtownych zmian poziomu  insuliny we krwi, zmniejszają apetyt i syntezę trójglicerydów.  Natomiast cukry (fruktoza, glukoza, sacharoza, skrobia) zwiększają apetyt, spożywane w nadmiarze powodują otyłość, zespół metaboliczny i cukrzycę typu 2 ze wszystkimi jej konsekwencjami. O „prozdrowotnych” właściwościach  niskotłuszczowej, wysokowęglowodanowej diety light najlepiej świadczy aktualny stan zdrowia Amerykanów: epidemia otyłości, cukrzycy i miażdżycy – nie tylko wśród dorosłych, ale także wśród młodzieży (u 38% osiemnastolatków przebadanych w 5 stanach USA stwierdzono zaawansowaną miażdżycę).

Nie ulega wątpliwości, że wysokowęglowodanowa, niskotłuszczowa dieta light stanowi większe zagrożenie dietozależnymi schorzeniami metabolicznymi niż tłuszcze zwierzęce. Warto zastanowić się kto najwięcej zyskuje na epidemii otyłości i cukrzycy?

Strategia walki z otyłością i cukrzycą

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła w 2004 roku Globalną Strategię dotyczącą diety, aktywności fizycznej oraz zdrowia. Zgodnie z tą strategią dieta współczesnego człowieka powinna być oparta na produktach węglowodanowych o niskim indeksem glikemicznym, z dużą zawartością błonnika. Preferowane jest spożycie nisko przetworzonej żywności, złożonej głównie z produktów zbożowych, warzyw i owoców bogatych w witaminy, bioflawonoidy i błonnik pokarmowy oraz w jedno- i wielonienasycone kwasy tłuszczowe. Dieta powinna być zróżnicowana, przy podaży energii odpowiedniej do utrzymania właściwej masy ciała.

W Dyrektywie Komisji 2008/100/WE z dnia 28 października 2008 zaproponowano sposób znakowania żywności wartością odżywczą, który jest całkowicie zgodny z Globalną Strategią WHO dotyczącą diety. Jednak zapisane w obu dokumentach referencyjne wartości spożycia dotyczą wyłącznie energii tj. tłuszczu, w tym zawartości kwasów tłuszczowych nasyconych, jedno- i wielonienasyconych oraz węglowodanów i cukrów. Przy czym, referencyjne wartości spożycia węglowodanów na poziomie 230g (proponowane podwyższenie do 260g) oraz cukrów na poziomie 90g są znacznie zawyżone. Przy stosowaniu diety 2000 kcal zapotrzebowanie dorosłego człowieka na błonnik (węglowodany) wynosi zaledwie 24g (12g/1000kcal), natomiast na cukry proste 40g dziennie.

Ponadto, w Dyrektywie Komisji 2008/100/WE z dnia 28 października 2008  ustalono definicję błonnika pokarmowego. Mimo iż w Globalnej Strategii WHO dotyczącej diety preferowane jest spożycie nisko przetworzonej żywności złożonej głównie z produktów zbożowych, warzyw i owoców w Dyrektywie Komisji za błonnik uznano polimery węglowodanowe, które nie występują naturalnie w żywności. Podstawą uznania nietrawionych przez człowieka polimerów węglowodanowych za błonnik jest wywieranie jednego lub więcej korzystnych efektów fizjologicznych, potwierdzone uznanymi dowodami naukowymi.

Zarówno w Dyrektywie Komisji 2008/100/WE, dotyczącej znakowania żywności wartością odżywczą, jak też w ogłoszonej w 2004 roku przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) Globalnej Strategii  dotyczącej diety, aktywności fizycznej oraz zdrowia zawartość białka, najważniejszego składnika diety, została całkowicie pominięta. Dopiero po licznych interwencjach medycznych środowisk naukowych, zawartość białka została uwzględniona w sposobie znakowania żywności wartością odżywczą. Jednak zalecane spożycie białka zmniejszono z 1-1,5 do zaledwie 0,8 g/kg masy ciała.

Ograniczanie spożycia białek i tłuszczów nie ma nic wspólnego z profilaktyką otyłości i cukrzycy. Białka trawione są powoli, pęczniejąc w przewodzie pokarmowym na długo zapewniają wrażenie sytości. Podobnie tłuszcze, trawione do wolnych kwasów tłuszczowych, a następnie do ciał ketonowych, których poziom we krwi odczytywany jest przez centralny układ nerwowy jako jeden z sygnałów sytości. A zatem, ograniczenie spożycia białka i tłuszczów oraz zastąpienie ich węglowodanami (dieta light) nie zmniejsza ryzyka otyłości, a wręcz przeciwnie. Dieta wysokowęglowodanowa stanowi większe zagrożenie otyłością niż dieta wysokotłuszczowa. Ponadto, tłuszcze zmniejszają apetyt, natomiast spożywane w nadmiarze węglowodany, szczególnie cukry proste, prowadzą do reaktywnej hipoglikemii, a w konsekwencji do gwałtownych i niekontrolowanych napadów głodu.

W założeniu, zmiany w prawie żywnościowym mają służyć zapewnieniu konsumentom rzetelnej i wyczerpującej informacji na temat żywności. Rzekomo powinno to  przyczynić się do zmniejszenia występowania nadwagi i otyłości oraz chorób żywieniowozależnych.

Czy jest możliwe, że eksperci WHO oraz Unii Europejskiej nie są świadomi zdrowotnych konsekwencji niedoborów białka i tłuszczów w diecie? Komu, a raczej czemu, służą obowiązujące aktualnie zalecenia dietetyczne?  Nie ulega wątpliwości, że z profilaktyką zdrowotną nie mają one nic wspólnego.

Znakowanie żywności dezinformuje konsumenta

Sposób znakowania żywności wartością odżywczą uniemożliwia dokonywanie świadomych zakupów żywności naturalnej, o niskim stopniu przetworzenia. W rzeczywistości jest przykładem manipulacji, albowiem wprowadza konsumenta w błąd. Obowiązek informowania o zawartości kwasów tłuszczowych nasyconych, do których zaliczono sztuczne (wyjątkowo szkodliwe) oraz naturalne (o wszechstronnym prozdrowotnym działaniu) izomery trans ma na celu zakamuflowanie informacji o obecności tłuszczów roślinnych. Podobnie jak zalecane proporcje KT nasyconych, jedno- i wielonienasyconych, osiągalne wyłącznie przy stosowaniu olejów roślinnych.

Producent zobligowany jest do podania na etykiecie informacji o zawartości białka, ale nie ma obowiązku podawania informacji o tym, czy jest to pełnowartościowe białko zwierzęce czy też niepełnowartościowe białko roślinne (kilkukrotnie tańsze). Umożliwia to wprowadzanie „tylnymi drzwiami” białka sojowego, np. do wędlin, wyrobów garmażeryjnych, pieczywa, jogurtów pitnych (i nie tylko). W aktualizowanych unijnych przepisach, dotyczących wartości odżywczej żywności, praktycznie nic nie zmieniono.

Podawanie na etykiecie informacji, że „wyrób wyprodukowano w 100% z mleka (sery pleśniowe produkowane w Polsce) lub „pochodzi z mleka od krów, które nie były stymulowane somatotropiną” (niektóre produkty mleczarskie na rynku USA) jest zabronione, oczywiście w trosce o zdrowie konsumentów.

Trwające aktualnie prace nad wprowadzeniem przepisów o wolnym handlu („Transatlantyckie Partnerstwo na Rzecz Handlu i Inwestycji”) to próba wprowadzenia „tylnymi drzwiami” zapisów ACTA. W odróżnieniu od prawa żywnościowego, które obowiązuje w Unii Europejskiej, prawo amerykańskie dopuszcza stymulację hormonalną w produkcji mleka, a także w hodowli zwierząt rzeźnych. W mleku od krów stymulowanych somatotropiną bydlęcą (rbGh) wzrasta poziom insulinopodobnego czynnika wzrostu (IGF-1). Podwyższony poziom IGF-1 we krwi zwiększa prawdopodobieństwo nowotworów  prostaty i piersi (odpowiednio 14- oraz 7-krotnie), a także płuc, pęcherza moczowego i okrężnicy (2 – 3-krotnie). Również hormony stosowane w hodowli mięsnych ras bydła (testosteron, progesteron, zeranol, oktan trembolonu i oktan melengestrolu oraz oestradiol 17) powodują  problemy zdrowotne u ludzi, takie jak: zakłócenia równowagi hormonalnej, wady rozwojowe, zbyt wczesne pokwitanie u dziewcząt, transformacja nowotworowa.

Szczytem hipokryzji jest jednak definicja żywności genetycznie zmodyfikowanej. W wyniku lobbingu stosowanego przez firmy biotechnologiczne przyjęto kryterium, że produkt zawierający mniej niż 0,9% białka genetycznie zmodyfikowanego nie jest GMO. Dzięki temu kryterium, pomimo formalnego zakazu importu produktów genetycznie modyfikowanych, rynek żywności „zalewany” jest  produktami z transgenicznej soi. W dodatku na opakowaniach różnych izolatów oraz koncentratów sojowych widnieje informacja „produkt wolny od GMO”, ponieważ zawierają one mniej niż 0,9% białka genetycznie zmodyfikowanego (co niekoniecznie jest prawdą ze względu na brak monitoringu). Dzięki temu genetycznie modyfikowana soja obecna jest w parówkach, kiełbasach, wędlinach, w mięsie, pasztetach, hamburgerach, pieczywie, słodyczach, a nawet w odżywkach dla niemowląt. Oczywiście nie wiadomo jakie ilości genetycznie modyfikowanych surowców znajdują się w konkretnych produktach spożywczych oraz jakie ilości transgenicznej soi zjadamy. Zapewnienia autorów prawa żywnościowego i zaleceń dietetycznych o tym, że służą one zdrowiu konsumentów to niebywała hipokryzja i kpina ze zdrowego rozsądku.

Podsumowanie

Obowiązujące zalecenia dietetyczne, a także przepisy prawa żywnościowego, nie mają nic wspólnego z profilaktyką zdrowotną. Stale rosnąca zachorowalność na otyłość, cukrzycę, nowotwory, schorzenia neurologiczne, podobnie jak bezskuteczne próby zmian legislacyjnych, dotyczących ograniczenia spożycia sztucznych izomerów trans, podejmowane na forum Unii Europejskiej, potwierdzają fakt całkowitego ignorowania problemów zdrowia publicznego.

Aktualny stan wiedzy wskazuje, że nie ilość tłuszczu w diecie, a jego skład jest czynnikiem ryzyka chorób dietozależnych. Wśród mieszkańców Grenlandii i Alaski, mimo stosowania diety wysokotłuszczowej (ok. 50% energii), zachorowalność na choroby dietozależne jest niewielka, podobnie jak w Grecji (średnio 42% energii głównie oliwy z oliwek). Przyczyną rosnącej zachorowalności na choroby dietozależne jest wysokie spożycie kwasu linolowego n-6, którego źródłem są oleje roślinne oraz margaryn. Proporcjonalny do spożycia tłuszczów roślinnych wzrost zachorowalności jest konsekwencją bardzo niekorzystnych proporcji WNKT n-6 w stosunku do WNKT n-3 w diecie oraz braku równowagi prooksydacyjno-antyoksydacyjnej organizmu przy wysokim spożyciu nienasyconych KT. Szczególne zagrożenie dla zdrowia stanowi obróbka termiczna podatnych na utlenianie nienasyconych KT oraz wysoka zawartość sztucznych izomerów trans w żywności  wygodnej.

Skutkiem diety light oraz wysokowydajnych technologii są niedobory białka, co w sposób oczywisty wpływa na kondycję zdrowotną społeczeństwa. Niedobory białka w diecie ograniczają prawidłowy wzrost i rozwój dzieci oraz młodzieży, prowadzą do osłabienia układu odpornościowego, przyspieszają starzenie organizmu. Bez odpowiedniej ilości białek, zawierających wszystkie aminokwasy egzogenne, nie jest możliwe prawidłowe funkcjonowanie mózgu. Dieta wysokowęglowodanowa prowadzi do dysfunkcji centralnego układu nerwowego. Ponadto, poprzez hiperinsulinemię  ogranicza wnikanie do mózgu wszystkich aminokwasów, z wyjątkiem tryptofanu. Tryptofan jest substratem do syntezy serotoniny, która działa przeciwdepresyjnie, uspakajająco, nasennie, co oczywiście nie sprzyja aktywności intelektualnej.

Jeżeli zalecenia dietetyczne oraz prawo żywnościowe mają służyć zdrowiu konsumentów, powinny być oparte na rzeczywistym zapotrzebowaniu organizmu człowieka na białko, które warunkuje wszystkie przemiany metaboliczne, łącznie z funkcjonowaniem układu immunologicznego oraz mózgu. W zaleceniach żywieniowych powinno być uwzględnione rzeczywiste zapotrzebowanie organizmu człowieka na wielonienasycone KT n-6 i n-3 przy zachowaniu optymalnych między nimi proporcji 4:1. Niezależnie od tego prawidłowa dieta powinna zapewniać osłonę antyoksydacyjną organizmu poprzez pokrycie zapotrzebowania na antyoksydanty lipofilne, których źródłem są tłuszcze zwierzęce i rybne. Nadmiar pochodzących z olejów roślinnych KT nienasyconych, przy niedoborach antyoksydantów, prowadzi do zaburzeń homeostazy pro- i antyoksydacyjnej organizmu, co skutkuje zwiększoną zachorowalnością na  miażdżycę, nowotwory, schorzenia neurologiczne.

Prawo żywnościowe oraz zalecenia dietetyczne noszą znamiona globalnego spisku przeciwko zdrowiu publicznemu.  Prawdopodobnie ze względu na niewydolność systemów opieki zdrowotnej (nie tylko w Polsce), problem rzeczywistych przyczyn chorób dietozależnych wreszcie zostanie zdefiniowany. Pierwszym krajem, w którym oficjalnie  „zdemaskowano” dietę wysokowęglowodanową, niskotłuszczową (bogatą w tłuszcze roślinne) jako główną przyczynę rosnącej zachorowalności, jest Szwecja, gdzie aktualnie  opracowywany jest  Narodowy Program Dietetyczny. Również w Polsce powołano  parlamentarny zespół ds. Narodowego Programu Zdrowego Żywienia.

Niestety środowiska z tytułu swego statusu państwowego lub społecznego, odpowiedzialne za stan zdrowia społeczeństwa,  lekceważą problem, a tym samym sprzyjają koncernom. Weryfikacja  zaleceń dietetycznych, sporządzonych w oparciu o zmanipulowaną hipercholesterolową teorię miażdżycy, jest koniecznością, o ile zdrowie publiczne uznane zostanie za ważniejsze od zysków koncernów spożywczych i farmaceutycznych.

prof. dr hab. Grażyna Cichosz, prof. zw.
Wydział Nauki o Żywności
Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie

Nasze wydawnictwa
"Bezpieczeństwo i Higiena Żywności"
2006-2007 © Biuro Promocji Jakości
szkolenia HACCP, GHP, GMP, bezpieczeństwo żywności, jakość żywności
Projekt & cms: www.zstudio.pl